Zatrudnianie kobiet jest trendy. Ba, postrzegane jest nawet jako poprawne politycznie. Specjaliści przekonują, że podnosi prestiż przedsiębiorstwa i wpływa korzystnie na jego wizerunek.
W opinii 83 % badanych przez Komisję Europejską firm, stosowanie strategii równych szans dla obu płci, skutkuje zwiększeniem efektywności i konkurencyjności przedsiębiorstwa.
Zauważono, że kobiety posiadają umiejętności doskonale wpisujące się w model nowoczesnego biznesu - są elastyczne, otwarte na wielość opcji, gotowe do akceptacji nietypowych rozwiązań i podejmowania ryzyka, zdolne do postrzegania spraw w szerokim kontekście. Kierują się intuicją, ale ich myślenie jest racjonalne. Posiadają zmysł organizacyjny. Wyróżniają się sumiennością, dokładnością, odpowiedzialnością i lojalnością. Szczególnie, nie do przecenienia są tzw. miękkie umiejętności kobiet: zdolności interpersonalne, komunikatywność, skłonność do kompromisu, umiejętność negocjowania. Wrodzona przedsiębiorczość, życiowa zaradność, kreatywność oraz potrzeba aktywności i samodzielności, są czynnikami motywującymi panie do szeregu działań, pozwalających wyjść im z niejednej opresji. Aby swym talentom dopomóc, chętnie poszerzają wiedzę, dokształcają się, gotowe są przeprofilować się i zdobywać nowe kwalifikacje. Kobiety stanowią większość ogółu studiujących i są bardziej skłonne do dokonywania zmian w obszarze wykształcenia, wiedzy i doświadczeń. Pracodawcy, którzy odważyli się na obecność kobiet w gremiach decyzyjnych, coraz częściej mają okazję przekonać się, że dzięki temu, proces zarządzania zyskuje nową jakość i style działania, zwiększa się motywacja i innowacyjność pracowników, podnosi się kultura organizacyjna, przez co wzrasta efektywność całego zespołu.
Argumenty te z trudem przebijają się do świadomości wielu polskich pracodawców, szczególnie z grupy małych i średnich przedsiębiorstw. Sektor prywatny zdecydowanie bardziej przyjazny jest dla mężczyzn. 30 % firm w Polsce
w ogóle nie zatrudnia kobiet. W latach 2004/05, przeciętny poziom zatrudnienia kobiet wynosił 41-43 % ogółu pracowników. Największa badana firma zatrudniała 2,5 tys. pań (źródło danych: „Wieloaspektowa sytuacja kobiet na rynku pracy”).
W Polsce pracodawcy nadal postrzegają zatrudnianie płci pięknej jako źródło potencjalnych problemów organizacyjnych i finansowych.
Konieczność wydłużania umowy o pracę z kobietą ciężarną, uważa za „zmorę” 40,4% pracodawców, 35,3 % boi się, że kobiety będą wykorzystywały prawo do urlopu wychowawczego, a 32,1 % prawo do urlopu macierzyńskiego (badania ASM CbiAR „Kobieta Pracująca” 2007). Obawy te, w sposób zasadniczy rzutują na stosunek pracodawców do macierzyństwa pracownic i komplikują dodatkowo sytuację kobiet na rynku pracy.
Nadmierna ostrożność właścicieli firm degeneruje stosunki pracy. Nie dość, że co druga Polka nie pracuje zawodowo, to na dodatek, jedynie 30 % pracujących kobiet w wieku 18-39 lat zatrudnionych jest na podstawie umowy o pracę. Pozostałe nie są chronione przepisami Kodeksu Pracy, a więc pozbawione prawa do urlopu wypoczynkowego, macierzyńskiego i innych świadczeń. Budzi to poważne zastrzeżenia związane z niepewnym statusem pracowniczym i jego konsekwencjami oraz zarzuty międzynarodowych instytucji praw człowieka o naruszanie obowiązujących uregulowań. Naganna praktyka dotyczy dyskryminacji już na etapie rekrutacji, gdzie plany prokreacyjne bądź macierzyństwo, często dyskwalifikują kandydatki; utrudniają młodym matkom powroty na stanowisko pracy lub w sposób istotny wpływają na ich życiowe decyzje.
W 26 % badanych przypadków, przerwy spowodowane macierzyństwem, nie zakończyły się powrotem do pracy. Nie może więc dziwić, że z tych właśnie względów, 7 % kobiet gotowych jest zrezygnować z macierzyństwa, inne długo odkładają taką decyzję, przynajmniej do chwili ostatecznego ustabilizowania swojej pozycji zawodowej. Negatywne nastawienie pracodawców do obowiązków rodzicielskich pracownic oraz trudności
z zapewnieniem opieki nad dzieckiem w wyspecjalizowanej placówce, spowodowały, że w ciągu ostatnich trzech lat 1,5 mln Polek zrezygnowało z pracy zawodowej, by zająć się domem i wychowaniem potomstwa. Często, by umożliwić karierę zawodową
i zdobywanie stażu pracy młodym matkom, opiekę nad małym dzieckiem przejmują kobiety z rodziny, w wieku 45-54 lat, wypychane przez rynek ze względu na wiek (www.wp.pl “Polki rezygnują z pracy”). W Polsce, w 92,5 % westalkami domowego ogniska pozostają kobiety. W świetle badań nie poświęcają się jednak domowym obowiązkom, krzywdząc pracodawców.
Wbrew niesprawiedliwym sugestiom, ciąża nie staje się powodem unikania świadczenia pracy i to mimo kłopotów młodych kobiet związanych
z ryzykiem donoszenia ciąży.
Polki korzystają z przysługujących im uprawnień w sposób umiarkowany. Cały okres dziewięciu miesięcy, na zwolnienie wykorzystuje zaledwie 1,2 % kobiet. Urlop wychowawczy
w pełni wykorzystuje trochę ponad 1/4 badanych. Doskonale zdają sobie bowiem sprawę, że trzyletni okres rozłąki
z zakładem pracy, pomijając już stosunek pracodawców do tego rozwiązania, czyni je pracownicami bezwartościowymi; uniemożliwia zawodowy rozwój; dezaktualizuje praktykę i doświadczenie. Należy przy tym pamiętać, że praca dla wielu Polek to życiowa konieczność. Aż w 40% gospodarstw domowych są one „głowami rodziny”. Utrzymanie domu i dzieci spada na ich barki i wyhamowuje skłonność do egzekwowania przysługujących im praw pracowniczych. Z obserwacji Państwowej Inspekcji Pracy wynika, że kobiety w ogóle „niechętnie ujawniają sytuacje łamania praw pracowniczych”. Polki generalnie akceptują patriarchalny model społeczeństwa, z dominującą pozycją mężczyzn w sferze publicznej, zawodowej i rodzinnej. „Wiele kobiet jest dyskryminowanych, choć nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę”, zauważa prof. Małgorzata Gersdorf (wywiad www.genderindex.pl). Dopiero szczegółowe badania pokazują, że co szósta Polka była dyskryminowana w miejscu pracy („GW”).
Według zleconych w 2004 roku przez Rzecznika Praw Obywatelskich badań, 40 % ankietowanych padło w miejscu pracy ofiarą mobbingu, czyli szykanowania, piętrzenia obowiązków, rozpuszczania oszczerczych plotek.
Świadomość istnienia tego problemu w naszym kraju jest nadal bardzo niska, a więc
i sposoby radzenia sobie z takimi sytuacjami czy gotowość uruchomienia dostępnych procedur w celu ich wyeliminowania, nie są dostatecznie opanowane. W 2005 r. do PIP wpłynęło zaledwie 750 skarg
z zakresu mobbingu i dyskryminacji (Raport UNDP „Genderowy Index Problemów”), choć skala problemu z roku na rok rośnie. “Patrząc z perspektywy czasu, nie wytworzyła się jeszcze w Polsce jakaś ugruntowana praktyka prawna dotycząca stosowania przepisów antydyskryminacyjnych”, twierdzi prof. Gersdorf. Kolejne analizy, potwierdzają, że w Polsce brak jest nie tylko mechanizmów egzekwowania konstytucyjnej zasady równości, nie ma również odpowiedniej dojrzałości społecznej, a przede wszystkim odpowiedniego przygotowania pracodawców do funkcjonowania w zmieniającej się rzeczywistości.
Polki siedzą więc w pracy, jak “mysz pod miotłą”. Boją się utraty źródła zarobkowania. Przyjmują każde warunki, akceptują niesprawiedliwy system wynagradzania i awansu, znoszą pokornie dominację mężczyzn. Ich samoocena oraz wymagania płacowe są zaniżone.
Siła uwarunkowań kulturowych oraz preferowanie
w polskim społeczeństwie tradycyjnego podziału ról, powodują, że praca kobiet wciąż jest postrzegana jako mniej wartościowa, będąca jedynie uzupełnieniem dochodów partnera, przez co jest słabiej doceniana i wyceniana. Dane GUS pokazują, że kobiety, przy tych samych kwalifikacjach i stażu pracy, są w stanie osiągnąć zaledwie 70-80 % wynagrodzenia mężczyzny zatrudnionego na równorzędnym stanowisku.
Z ubiegłorocznego Internetowego Badania Wynagrodzeń wynika, że w niektórych działach gospodarki, zarobki kobiet i mężczyzn różnią się nawet o 64 %. Aż 2/3 pań - lepiej już dziś wykształconych, ciągle się doszkalających i poszerzających kwalifikacje - musi zadowolić się pensją poniżej 2,5 tys. złotych. W Polsce regułą jest, że im wyższe stanowisko, tym dysproporcje w wynagradzaniu kobiet i mężczyzn większe
i mogą sięgać nawet kilku tysięcy.
Zdaniem walczących z seksizmem: “rola zarobków kobiet i znaczenie ich pracy, są pomniejszane i deprecjonowane”. 41 % Polek ma niskie dochody. A to wpływa znacząco na kondycję wielu rodzin. Mit
o mężczyźnie, jedynym żywicielu rodziny, strąciły z piedestału głębokie przeobrażenia natury społecznej i kulturowej. Szacuje się, że zarobki 1/3 kobiet stanowią główne, bądź nawet jedyne źródło utrzymania. Rodziny niepełne, z matką
w roli głównej, stanowią
w Polsce 17,2 % gospodarstw rodzinnych, gdy samotni ojcowie stanowią tylko 2,2 % (raport UNDP “Polityka równości płci”).
Kobiety dwoją się i troją, by utrzymać się w miejscu pracy lub ją zdobyć. Bez zmrużenia oka, przyjmują gorzką pigułkę dyskryminacji, upokorzeń i niemożliwości sprostania wymogom konkurencyjności, przy stosowanych powszechnie praktykach. Mężczyzna na polskim rynku pracy ma lepiej, bezpieczniej, łatwiej. Dla kobiet oferta zatrudnienia jest zdecydowanie skromniejsza. Często, już na etapie ogłoszenia, formułowana przez pracodawcę
w sposób sugerujący preferencje płci. Już zatrudnione, zwykle obsadzane są na stanowiskach peryferyjnych, pomocniczych, mniej prestiżowych.
Domeną ich zawodowej aktywności tradycyjnie czyni się sferę opiekuńczą i wychowawczą, będące przedłużeniem ich ról społecznych. A w Polsce wyjątkowo słabo wynagradzanych. Sfeminizowane sektory gospodarki to ochrona zdrowia, opieka społeczna, edukacja i pośrednictwo finansowe, gdzie na 100 mężczyzn przypada od 412 do 243 kobiet. Zmiany ich preferencji w wyborze ścieżki edukacyjnej i zawodowej, obecność w górniczym “na przodku”, widok z kielnią, przebijanie się do zawodów dotychczas przypisywanych mężczyznom, nie zawsze są akceptowane i nie wpływają na polepszenie ich sytuacji na rynku pracy. Istotną barierę stanowi też tzw. “szklany sufit”, ograniczający ich możliwości rozwoju i awans zawodowy.
Na powierzenie wyższego stanowiska, kobiety muszą zwykle pracować/zasłużyć
o 3,8 miesiąca dłużej, niż mężczyźni.
Udowadniając pracodawcom swą wartość; przełamując stereotypy o swej mniejszej wydajności, dyspozycyjności, efektywności; pokonując kolejne bariery kulturowe, zwyczajowe, społeczne; ciągnąc “kulę u nogi”, jaką jest tradycyjne
i prawie całkowite obciążenie ich obowiązkami domowymi, pną się konsekwentnie po drabinie społecznej i zawodowego awansu. A nie mają łatwo, gdyż utrwalany przez lata wizerunek tańszej i mniej wartościowej siły roboczej oraz rola matki- Polki, dają wyraźne fory mężczyznom.
Aż 55 % Polaków jest przekonanych, że przy braku na rynku pracy, należy się ona bardziej panom.
W naszym społeczeństwie pokutuje przekonanie, że kobiety powinny poświęcać swe ambicje i zawodowe aspiracje na ołtarzu rodziny i kariery partnera. Na tle 50-letniej unijnej legislacji na rzecz równości płci, takie przekonania są anachronizmem i istnym dziwactwem. Sami pracodawcy, skupieni w KPP przyznają, że “problemy kobiet na rynku pracy mają często swe źródło w tradycyjnych poglądach na ich rolę w rodzinie”. Zachęcają do upowszechniania idei przedsiębiorczości, do biznesowej odwagi, do wykorzystania potencjału inteligencji i umiejętności kobiet. Póki co nie jest jednak różowo.
Bożena Borowska