W szponach długów i dobrych manier
Promocje! Loterie! Bonusy!
Atrakcyjne, dostępne, nisko oprocentowane
i szybkie pożyczki dla każdego…
Kusząca oferta banków przyciąga coraz więcej klientów.
Wielu z nich zapomina jednak przy podpisywaniu
umowy zdjąć „różowe okulary” nadmiernego optymizmu.
W błyskawicznym tempie rośnie zadłużenie Polaków. Eksperci NBP uważają, że kredyt stał się wręcz modny. Międzybankowy system wymiany informacji wykazuje, że 16 mln klientów posiada 36 mln rachunków kredytowych. Wartość kredytów hipotecznych przekroczyła 116 mld zł, konsumenckich – 70 mld zł, na rachunkach – 10 mld zł. Posiadacze „plastikowego pieniądza” zadłużyli się na kolejne 10 mld zł. Na koniec III kwartału 2007 r. zadłużenie Polaków wobec banków wynosiło 240 mld zł. Wyraźnie polubiliśmy życie na kredyt. Tym bardziej, że nasze aspiracje konsumenckie zdecydowanie odbiegają od faktycznych możliwości finansowych. Aż 43,7 proc. badanych w lutym nie było zadowolonych ze swoich dochodów. Większości rodzin trudno związać koniec z końcem.
Zdaniem ankietowanych, na zaspokojenie podstawowych potrzeb rodziny niezbędnych jest 2 339 zł, gdy średni deklarowany przychód netto wynosi 2 230 zł. A apetyt na zakupy jest przecież dużo większy. Jak więc nie pożyczać?
Domowe budżety łata się kredytami. W 86 proc. zaciąganymi w bankach, w 7,5 proc. korzystając z pomocy rodziny bądź znajomych oraz innych źródeł. Obowiązek spłacania długów ciąży nad 41,5 proc. polskich gospodarstw domowych. Zadłużeni to najczęściej osoby w wieku 25-44 lat,
o stosunkowo niskich dochodach, posiadający na utrzymaniu trzy i więcej osób (źródło: CBOS „Oszczędności i długi Polaków”). Ten statystyczny obraz polskiego dłużnika tłumaczy rosnącą liczbę klientów podwyższonego ryzyka, która czasowo lub na dłużej nie może wywiązać się ze swoich zobowiązań. Wystarczy przecież utrata zatrudnienia, wypadek losowy czy lekkomyślna decyzja, aby nie być w stanie spłacać rat. Niepokojące symptomy ociągania się z płatnościami, obserwowane są przez banki od połowy ubiegłego roku.
Z raportu InfoMonitor BIG wynika, że w lutym łączna kwota zaległości wzrosła o 6,16 mld zł. Kłopoty z wywiązywaniem się z terminowego regulowania zobowiązań ma 1,2 mln osób. Średnia zadłużenia indywidualnych klientów wynosi 5 180 zł. Kwota ta wielokrotnie wzrasta w przypadku firm. Choć nie są one tak skore do zaciągania kredytów, jak indywidualni konsumenci.
Przedsiębiorstwa polskie, zwłaszcza z grupy małych
i średnich, cechuje wyjątkowa wstrzemięźliwość w zaciąganiu zobowiązań ze źródeł zewnętrznych.
W 2006 r. inwestycje z kredytu bankowego realizowało zaledwie 12,7 proc. MSP. Mimo że 81,4 proc. z nich ma możliwości zaciągnięcia długotrwałego zadłużenia (raport PKPP Lewiatan „Monitoring sektora MSP”).
Alarmujące dane InfoMonitora o liczbie dłużników nie są żadną pomyłką. Rejestr Związku Banków Polskich zawiera 945 tys. negatywnych informacji o konsumentach oraz 16,5 tys. o przedsiębiorcach. Analitycy przepowiadają, że może być gorzej. Ryzyko pogorszenia wskaźnika wypłacalności jest duże. Rosnąca inflacja, podwyżki stóp procentowych, cen paliw, energii, surowców i robocizny, zwiększają koszty działalności gospodarczej. Nie wszystkie podmioty są w stanie stawić czoła przeciwnościom. Coraz więcej firm wykazuje opóźnienia w regulowaniu faktur.
Kłopoty jednego z kontrahentów, łatwo mogą spowodować lawinowy łańcuch opóźnień.
Niewielka zwłoka w płatności, szczególnie w grupie mikroprzedsiębiorstw, może zachwiać płynnością finansową i wywołać efekt domina. To realne zagrożenie. Specjaliści przestrzegają, aby przedsiębiorcy ostrożniej udzielali tzw. kredytu kupieckiego. Za ryzykowne uznaje się szczególnie branże: budowlaną, mięsną, ogólnospożywczą, meblową oraz deweloperską, w których terminy płatności wydłużają się, a moralność płatnicza jest stosunkowo niska.
Sektorami najbezpieczniejszymi są obecnie: IT, RTV, elektryczny. Wg branżowych analiz, w lutym średni Wskaźnik Moralności Płatniczej (PMI) w tych branżach wyniósł od 84 do 70 pkt. Wskaźnik rotacji należności jest już bardziej zróżnicowany i wynosi od 55 do 92 dni. Ostrożność jest tym bardziej wskazana, że jak pokazuje raport Banku Światowego, wykonalność orzeczeń jest wyjątkowo słabym ogniwem
w procesie dochodzenia umów.
W Polsce na egzekucję czeka 1,9 mln spraw, średni czas oczekiwania wynosi ponad 300 dni.
Jak widać, żółwie tempo dochodzenia roszczeń może doprowadzić wcześniej do bankructwa niż sprawiedliwego wyrównania rachunków. Na dodatek wciąż nie brakuje ignorantów wyroków sądowych, zwykłych naciągaczy
i ludzi nieuczciwych, którzy zadłużają się maksymalnie, a wierzycielom śmieją się w twarz, wykorzystując wszystkie możliwe furtki i kruczki prawne do uniknięcia odpowiedzialności. Po czasie często okazuje się, że jest to rozmyślna strategia zarządzania finansami i świadomy wybór nieuczciwych dłużników.
Dzieje się tak mimo powszechnej dezaprobaty społeczeństwa, zarówno w odniesieniu do postępowania indywidualnych konsumentów jak i firm.
Badania prof. Anny Lewickiej-Strzałeckiej nad etyką zobowiązań finansowych pokazują, że 96 proc. Polaków uważa oddawanie długów za obowiązek moralny.
Skreślają z listy znajomych tych, co pożyczają i nie oddają (96 proc.), za naganne też uznają, gdy sąsiedzi nie płacą czynszu (95 proc.). Natomiast 57 proc. badanych jest przekonanych, że zalegający z regulowaniem zobowiązań źle są postrzegani w swoim środowisku. Rosnąca liczba dłużników - często dość niefrasobliwie pożyczających na lewo i prawo, zbyt łatwo ulegająca reklamie atrakcyjnego kredytu, ze skłonnością do nadmiernej konsumpcji czy też grająca na nosie wierzycielom, czyniąca ich odpowiedzialnymi za swoją pogarszającą się sytuację finansową - na tle tych szlachetnych deklaracji, tworzy poważny dysonans. Bo część osób, która popadła w tarapaty, czuje się odpowiedzialna za zaciągnięte długi i chce je wyrównać, ale część wyraźnie unika spłaty i relatywizuje znaczenie długu.
Wnioski takie płyną z badań przeprowadzonych przez SMG/KRC na zlecenie firmy windykacyjnej.
Okazuje się, że 22 proc. zadłużonych w ogóle nie pracuje, a 40 proc. deklaruje dochody mniejsze niż 600 zł miesięcznie.
Czy w ich przypadku można oprzeć się wrażeniu, że często celowo zapominają o ratach? Mentalność początków okresu transformacji wciąż jest obecna w społeczeństwie. Wówczas nagminnie część klientów banków zatajała faktyczną kondycję finansową i brak wypłacalności.
Mimo istotnych zmian i poprawy moralności płatniczej, skłonność ta jednak pozostała i łatwo odżywa w obliczu nawarstwiania się kłopotów. 76,4 proc. Polaków piętnuje dłużników i określa ich mianem niegodnych zaufania, a jeszcze większą dezaprobatą - na poziomie 85,5 proc. - darzy zalegające z płatnościami firmy (Pentor). Wyniki badań Anny Lewickiej-Strzałeckiej obnażają poważną erozję społecznej normy moralnej, nakazującej rzetelne wywiązywanie się
z umów.
„Ludzie coraz mniej obawiają się napiętnowania ze strony dalszego i bliższego otoczenia z powodu unikania spłacania długów i potencjalna dezaprobata społeczna skłaniająca do wywiązywania się ze zobowiązań finansowych traci znaczenie” - konkluduje autorka. Niepokojące jest szczególnie to, że większą aprobatę dla naruszania norm wyrażają ludzie młodzi, a standardy etyczne zdają się mieć dla nich mniejsze znaczenie.
Dość skutecznym biczem na dłużników okazał się Krajowy Rejestr Długów. Zdyscyplinował on szczególnie zalegające z płatnościami firmy.
Korelacja miedzy interwencją windykatora, a skłonnością dłużnika do zapłaty długu jest wyraźna. KRD ma ponad 200 tys. zapisów o dłużnikach, które przechowywane są w bazie przez 10 lat.
Skutki figurowania na liście dłużników wiążą się z licznymi problemami: niemożliwością zakupów na raty, uzyskania kredytu, perturbacjami w relacjach z klientami i partnerami biznesu itp.
Na „czarnej liście” mogą znaleźć się przedsiębiorcy zalegający z zapłatą co najmniej 500 zł i konsumenci zadłużeni na kwotę 200 zł. Dostęp do bazy KRD dla firm opiera się na systemie abonamentowym
i umożliwia sprawdzanie wiarygodności biznesowych partnerów. Skutecznie chroni przed wpadkami w interesach.
O ile w przypadku indywidualnych konsumentów, relatywizacja znaczenia długu ma znacznie mniejsze skutki, to
w przypadku firm, utrata wiarygodności w oczach kontrahentów, może mieć wielokrotnie wyższą cenę niż nieuregulowany dług.
To niesamowicie mobilizuje przedsiębiorców, którym zależy na wizerunku firmy, do terminowego regulowania zobowiązań. Wzorowa wypłacalność wpływa na wyniki transakcji handlowych, na relacje
z partnerami biznesu, na sukces biznesowych przedsięwzięć.
Przestrzeganie terminowości płacenia zobowiązań, buduje pozytywną historię kredytową i wizerunek firmy. Dobra reputacja, oparta na rzetelności płatniczej, tworzy dodatkowy kapitał firmy.
Wiarygodne prezentowanie się partnerom, dostawcom, kredytodawcom, inwestorom, buduje szacunek i pożądany obraz marki.
Zasoby kapitału reputacji generują same korzyści: lepszą pozycję negocjacyjną, lojalność kontrahentów, pozytywną percepcję przedsiębiorstwa na konkurencyjnym rynku.
Tego nie warto tracić dla choćby jednej spóźnionej raty czy faktury. Wiedzą o tym doskonale, ceniący solidność, niezawodność i odpowiedzialność
w biznesie, przedsiębiorcy.
Bożena Borowska