Tytuł:   Świat Obrabiarek
Wydawca:   Marcosta
Częstotliwość:   dwumiesięcznik
Nakład:   2000-3000 egz.
Rok założenia:   2006
ISSN:   1895-6564

         Strona Gwna               O Nas / About Us               Prenumerata               Fotorelacje               Dotacje unijne               Kontakt               Po pracy

   Jednym zdaniem

Niezależnie od kryzysu doszliśmy do granicy pewnej koncepcji rozwoju gospodarczego (prof. Jerzy Hausner)


Warning: include(./bannery.php) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /pismo/9-10_07_1.php on line 138
 


Stop dla odpływu kadr


Dobra koniunktura gospodarcza wzmogła rywalizację przedsiębiorstw o pozyskanie wykwalifikowanych pracowników. Każda para rąk jest w cenie, ale zwłaszcza na fachowców odbywa się prawdziwe polowanie. To dla ich przyciągnięcia zmianie uległa polityka wizowa USA, dość skwapliwie, mimo wcześniejszych oporów, uchylają się rynki „starej” Unii, wzmaga się ekspansja firm rekrutujących pracowników dla zagranicznych koncernów. W Polsce przez lata przyklaskiwano „wypychaniu” siły roboczej. Teraz ze zdumieniem odkryto problem deficytu kadr.
Ten sam premier, który nie tak dawno składał dziękczynne gracias chętnym na polskich pracowników Hiszpanom, teraz przestrzega swych następców, że niedobór ludzi zainteresowanych poszukiwaniem pracy, to poważny problem, z którym „będą musieli wziąć się za bary” (09.09.2007 TVN24). Rodacy bowiem, poważnie rozczarowani nieporadnością kolejnych rządów w walce z rosnącym bezrobociem, ubóstwem i marginalizacją znacznej części społeczeństwa, korzystając ze swobodnego dostępu do zachodnioeuropejskich rynków pracy, wzięli nogi za pas w poszukiwaniu szczęścia i życiowych szans poza granicami. Tam teraz wypracowują nie tylko swoje osobiste korzyści, ale w poważnym stopniu przyczyniają się do wzrostu gospodarczego i dobrobytu innych narodów. Szacunki niezależnych organizacji mówią o 1,2 mln, a placówki dyplomatyczne nawet o 2,5 mln Polaków, którzy od momentu wejścia naszego kraju do UE wyemigrowali „za chlebem”. Do tych danych nijak się oczywiście mają oficjalne statystyki MPiPS. Według resortu, na przykład w 2005 roku wydano 645 tys. pozwoleń na pracę Polaków w krajach unijnych.

Migracja w wydaniu polskim ma bowiem ciągle charakter wahadłowy, bądź sezonowy, choć rysuje się już wyraźny trend ku stałemu osadnictwu nowej fali emigrantów polskich w Wlk. Brytanii, Irlandii czy Niemczech.

Wzrastająca skala wyjazdów zarobkowych nałożyła się na proces ożywienia gospodarczego Polski i rosnącego zapotrzebowania na pracowników. Posucha na specjalistów odczuwana jest obecnie praktycznie we wszystkich sektorach. Po budowlańcach, pielęgniarkach i hydraulikach, swych szans na Zachodzie szybko zaczęli bowiem poszukiwać lekarze, inżynierowie, spawacze, tokarze, operatorzy maszyn i przedstawiciele szeregu innych zawodów. Polscy przedsiębiorcy, dyktujący dotychczas rynkowi pracy swoje warunki, zderzyli się ze skutkami krótkowzroczności dysponowania kadrami. Prezentowanej zresztą nie tylko w sferze politycznej, ale również w strategii przedsiębiorstw.

Procesy transformacji gospodarki i wysoka stopa bezrobocia powodowały, że migracja jawiła się kolejnym ekipom rządowym jako istne błogosławieństwo.

Trudna sytuacja rynku pracy zezwalała natomiast pracodawcom na dość nonszalancki stosunek do zasobów ludzkich. Teraz zbieramy tego owoce. Z raportu firmy doradczej KPMG „Migracja pracowników – szansa czy zagrożenie” wynika, że obecnie aż 52 proc. badanych zakładów pracy ma problemy z pozyskiwaniem pracowników, a 8 proc. odczuwa te kłopoty bezpośrednio. Przy ponad 6 proc. tempie wzrostu gospodarczego, przy wzroście eksportu w 2006 r. o 23 proc., przy blisko 300 tys. nowych podmiotów gospodarczych, które rozpoczęły swą działalność, trudności z pozyskaniem pracowników stanowią prawdziwy orzech do zgryzienia. Nawet wśród tych przedsiębiorstw, które nie sygnalizują jeszcze braków kadrowych, 22 proc. przewiduje ich wystąpienie w ciągu najbliższych dwóch lat. Po okresie bardzo wysokiego i nadal przecież utrzymującego się poziomu bezrobocia, polskie firmy ponoszą fiasko zarówno w obszarze rekrutacji, jak i zatrzymania pracowników. 42 proc. firm z branży dóbr produkcyjnych, 22 proc. z branży dóbr konsumpcyjnych i 28 proc. z handlu i usług przyznaje, że werbunek nowych kadr kończy się w ich przypadku niepowodzeniem, gdyż wyjazd do pracy za granicę, okazuje się korzystniejszy dla potencjalnych pracowników. Podobnie rzecz się ma z już istniejącymi zasobami załogi. W 59 proc. badanych firm miały miejsce dobrowolne, czasami nawet grupowe odejścia, powodowane powabami migracji. Polscy pracodawcy coraz częściej przegrywają z zagranicznymi ofertami pracy. Kandydatów przekonują nadal najczęściej wyższe zarobki, ale do głosu dochodzą również inne aspekty. Ważne stają się perspektywy zawodowego i osobistego rozwoju, standardy i kultura organizacyjna, a nawet możliwości współzawodniczenia z przedstawicielami innych nacji. Tracimy więc kadry. Wyjeżdżają młodzi, dynamiczni, odważni, wykształceni.

Zgodnie z przygotowaną przez resort gospodarki charakterystyką polskiego emigranta, kraj opuszczają głównie osoby młode, w wieku 18-37 lat, bezdzietne, stosunkowo dobrze wykształcone, zdecydowane transferować część zarobków dla swoich rodzin.

Drenaż mózgów, umiejętności i sił witalnych, zaczyna się powoli przekładać na tempo rozwoju gospodarczego. Już drugi kwartał tego roku, zdaniem analityków, uwidocznił oznaki spowolnienia z braku rąk do pracy w niektórych branżach. Deficyt pracowników szkodzi szczególnie budownictwu i drogownictwu, ale nie omija innych sektorów. Aż 66 proc. przedsiębiorstw z branży przemysłowej i 57 proc. producentów dóbr konsumpcyjnych dotkliwie odczuwa zjawisko braku kadr. Podobne obawy nasilają się w sektorze energetycznym.
Zagraniczne firmy nieustannie penetrują polski rynek pracy w poszukiwaniu specjalistów. Tradycyjne szlaki migracyjne wzbogacane są nową ofertą. W Finlandii czeka praca na fachowców z branży metalowej: spawaczy TIG, MIG, MAG oraz operatorów maszyn CNC, którzy za godzinę pracy mogą otrzymać tam około 13 euro. Head hunterzy z Danii kuszą atrakcyjnymi warunkami tokarzy, ślusarzy, operatorów maszyn numerycznych. Każdy z umiejętnością czytania rysunku technicznego, bazowania i wprowadzania korekt narzędzi, programowania Fanuc i innych maszyn do obróbki, jest cennym nabytkiem. A zarobki w euro i proponowane warunki zatrudnienia są silną kartą przetargową. Trudno zresztą aby było inaczej.
Z wyliczeń prof. M. Kabaja wynika, że możliwe do uzyskania u zachodnioeuropejskich pracodawców zarobki mają sześciokrotne przebicie. To dla Polaków nadal silny magnes. Przeprowadzone badania wśród migrantów ze Śląska Opolskiego wykazują, że pracujący wyłącznie zagranicą, realizują aż 65,9 proc. wydatków w Polsce, a w miejscu pracy zaledwie 20,1 proc.. Tylko 9,8 proc. dochodów lokowanych jest jako oszczędności w bankach. W 2005 roku transfery zarobków polskich migrantów wyniosły 1 proc. PKB i to w naszym kraju przyniosły swe efekty mnożnikowe. Służyły przede wszystkim poprawie sytuacji materialnej pozostałych w kraju rodzin. W blisko 45 proc. stanowiły pokrycie wydatków bieżących najbliższych osób, w 30 proc. przeznaczone były na remont mieszkania, a w 18 proc. służyły zakupowi innych dóbr. Za ich pomocą spłacano też najczęściej zadłużenie oraz edukowano potomstwo. Tego nie są w stanie zapewnić, ani płaca minimalna na obecnym poziomie 939 zł brutto, ani średni dochód miesięczny na 1 osobę w wysokości 835 zł. Trzeba to sobie jasno uzmysłowić. Należy również pamiętać, że prawie co 5 Polak ma wydatki o ponad połowę niższe, od przeciętnych, czyli 372 zł. Długo więc jeszcze do osób ledwo wiążących koniec z końcem, przemawiać będzie atrakcyjność migracji i oferta zagranicznych firm. Na skłonność do wyjazdu rzutuje dodatkowo konserwowany przez zarządy firm niesprawiedliwy podział zysków.

Przy blisko 30 proc. wzroście wydajności notowanym w latach 2000 - 2005 oraz poważnym wzroście zysku netto przedsiębiorstw, wynagrodzenia rosły w stopniu minimalnym. Wieloletni dyktat pracodawców, utwierdzał część z nich w poczuciu bezkarności. Brak terminowych wypłat wynagrodzeń, wyzysk, łamanie praw pracowniczych, długi czas były na porządku dziennym. I choć dotyczyły specyficznej grupy pracodawców, demoralizowały w efekcie całe środowisko pracy. Jeszcze w 2005 roku, dopiero dzięki kontroli PIP i decyzjom nakazującym wypłatę wynagrodzeń lub innych świadczeń, pracownicy odzyskali 116 mln zł zaległości.Jak widać w trwonieniu kadr nie brak winnych. Do odbudowy zasobów ludzkich, oprócz zmiany sposobów zarządzania nimi, potrzeba przede wszystkim, jak się wydaje, przebudowy mentalności i wykształcenia, szczególnie wśród menedżerów, umiejętności projektowania w dłuższej perspektywie.

Wzrost wynagrodzeń, wymuszony presją migracji, jest zaledwie pierwszym etapem zaradzenia dramatycznej sytuacji masowego odpływu kadr.
Z analizy resortu gospodarki wynika, że w pierwszym półroczu udział firm, reagujących wzrostem pensji pracowników dla ich zatrzymania bądź pozyskania, wzrósł do 25%, a przewidywany na II-gą połowę roku wzrost ma wynieść 40%. Roczne tempo wzrostu płac utrzymuje się na poziomie blisko 7%. Marchewka w postaci podwyżek szybko może zostać schrupana. Apetyt jak wiadomo rośnie w miarę jedzenia, a wzrost płac bez powiązania z wydajnością, w opinii analityków rynku, prędzej niż później odbije się negatywnie na gospodarce. Notowany wzrost płac ma wpływ na konkurencyjność polskich firm, których dotychczasowym atutem były stosunkowo niskie koszty pracy. W efekcie, jak przestrzegają eksperci, maleć też będzie atrakcyjność naszego kraju dla potencjalnych inwestorów. To realne zagrożenia. Płace nie mogą rosnąć więc dalej w dotychczasowym tempie. Aby móc się przeciwstawić załamaniu koniunktury potrzebny jest lojalny wobec przedsiębiorstwa team. Coraz częściej polscy biznesmeni uświadamiają sobie, że załoga jest najcenniejszym kapitałem.

Anglicy nie lubią, by dobrze płatne stanowiska zajmowali obcy ludzie, więc często bywa tak, że doświadczony programista wykonuje zadania należące do operatora.

Najpilniejszym zadaniem do odrobienia dla menadżerów staje się więc maksymalne poszerzenie palety umiejętności zarządzania kadrami, zapewnienie pracownikowi jak najlepszych warunków rozwoju, dostarczenie mu zadowolenia z wypełniania obowiązków oraz sukcesywne budowanie lojalności i motywacji. Tak, aby skutecznie zatrzymać sprawdzonych ludzi w firmie i zapobiec uleganiu przez nich kuszącym propozycjom konkurencji. Wiele przedsiębiorstw ma już wypracowane metody wiązania załogi z firmą. Najczęściej są to dodatkowe świadczenia: bezpłatna opieka medyczna, pakiet ubezpieczeniowy, dofinansowanie posiłków czy rekreacji oraz inne profity. Ale na dziś to też już nie wystarczy. Wiadomo powszechnie jaką rolę w identyfikacji pracowników z zakładem pracy, poziomem jego oddania i zaangażowania ma poczucie bezpieczeństwa, panująca w zakładzie atmosfera oraz jakość wzajemnych relacji.

Coraz dostępniejsza wiedza i doświadczenie dane Polakom dzięki kontaktom z zagranicznym pracodawcą, na temat standardów organizacyjnych oraz warunków zatrudnienia, cywilizują stosunki pracy w naszym kraju.

Wymuszają bardziej partnerskie relacje, uczciwsze sposoby zarządzania zasobami ludzkimi, przyzwoitą organizację pracy, ochronę praw, zwykłą rzetelność i wzajemny szacunek. To po latach lekceważenia kadr, milowy krok w dążeniu do podmiotowego traktowania pracownika.
W opinii ekspertów, równie ważna, jak sprawiedliwy udział w zyskach firm, jest partycypacja pracownicza w procesie decyzyjnym i odpowiedzialności za los przedsiębiorstw, poczucie przydatności, satysfakcji i wspólnego sukcesu. To najskuteczniejszy sposób motywowania ludzi i zespołów, mobilizowania ich do uruchomienia maksimum umiejętności, jak też kompetencji, budowania silnego morale. Nie wszyscy właściciele firm zdążyli sobie z tego zdać sprawę. Z badań KPMG wynika, że zaledwie 12 proc. firm, w odpowiedzi na gwałtowny odpływ kadr, podjęło działania związane z zatrudnieniem większej ilości specjalistów, zajmujących się rekrutacją. Ale już co trzecia ma świadomość potrzeby usprawnienia werbunku pracowników i poszukiwania nowych narzędzi oraz metod. Koszty tracenia doświadczonej załogi z pewnością przyspieszą ten proces.

Bożena Borowska



   Felieton

    czytaj