Z metalu do rolnictwa
Eugeniusz Cieśla z Czchowa
(woj. małopolskie), jeden z największych w Polsce producent przenośników dla rolnictwa, mimo 65 lat, nie zwalnia tempa życia.
- Jestem dziadkiem - mówi. - Najstarszy wnuk ma już 17 lat, a ja nie wyobrażam
sobie życia bez pracy.
Wstaje o piątej rano. Przed szóstą wchodzi do firmy, wita się z załogą. Dzień kończy tuż przed północą.
Przyznaje, że jest pracoholikiem. Ale bez wytężonej pracy nie zbudowałby firmy
o takiej renomie i zaufaniu na rynku.
To głównie dzięki jego pomysłom powstają coraz to nowsze konstrukcje przenośników. Posiada wszystkie potrzebne obrabiarki, włącznie z centrum obróbczym,
dzięki czemu kolejny pomysł może od razu
z wirtualnego świata przenieść do realu.
Tylko nieliczne detale zamawia w innych
firmach.

Mały domek na zmiany
Życiową przygodę z produkcją wyrobów metalowych rozpoczął w połowie lat 70
w jednej z podkrakowskich miejscowości. Przez kilka lat wraz z kolegą prowadził zakład ślusarski nastawiony na produkcję i usługi wszystkiego, co było potrzebne odbiorcom. Ale ze względu na wielkość posiadanego lokalu zakres wykonywanych robót nie przynosił mu satysfakcji. Przypadek zrządził, że jako dojrzały już mężczyzna przed czterdziestką, trafił do Czchowa, gdzie kupił mały domek z myślą o wakacyjnych pobytach. Jak opowiada, z tych stron w latach pięćdziesiątych wyemigrował wraz z rodzicami.
- Z małego domku zrobił się mój rodzinny dom, zbudowałem zakład, rozwinąłem produkcję - mówi. - Znalazłem swoje miejsce na ziemi.
Złote lata osiemdziesiąte
Lata osiemdziesiąte to czas sprzyjający inwestycjom. Eugeniusz Cieśla wspomina, że przedsiębiorcom sprzyjały wtedy nisko oprocentowane kredyty, co przy wysokiej inflacji pozwalało na szybkie i mało kosztowne spłaty. Produkcję
w Czchowie zaczynał od części motoryzacyjnych. Produkował między innymi pompki nożne do opon. Potem odkrył lukę na rynku budowlanym i zaczął produkcję czerpaków murarskich. Wykonywał też dużo usług tokarsko-frezarskich dla różnych przedsiębiorstw. Między innymi produkował części do stanowisk diagnostycznych do pomp wtryskowych, elementy automatyki do kotłów grzewczych. Z tamtych czasów do tej pory została mu jeszcze produkcja palników do podgrzewaczy. Kolejnymi wyrobami, które powstawały w czchowskim zakładzie były końcówki do długopisów, nity do kondensatorów.
Patent na rynek
Ważnym działem produkcji były elementy ogrodzeń,
a więc bramy, furtki, segmenty ogrodzeniowe, które wchłaniał nie tylko rynek polski, ale i niemiecki. W pewnym momencie na rynek weszli tańsi producenci
i z całej produkcji ogrodzeniowej pozostały obudowy zamków i najazdy bramowe. Okazało się, że w Polsce proces cynkowania był droższy niż
w Niemczech.
- Zarówno jeśli chodzi o obudowy, jak i najazdy, to mam opracowane przez siebie technologie, które umożliwiają mi pozostanie na rynku - mówi Eugeniusz Cieśla. - Nawet Chińczycy nie są w stanie im sprostać.
Tirami z Czchowa do Europy
Lata produkcji na rynek Polski i zachodni spowodowały, że Eugeniusz Cieśla i jego Zumec stali się dla wielu międzynarodowych firm znanym i solidnym partnerem. Z Czchowa wyjeżdżały na zachód ogromne ilości metalowej galanterii ogrodowej i do gospodarstw domowych. Dziennie ładowało się 5 - 6 tirów. W sumie do znanych sieci handlowych (między innymi do niemieckiego Lidla) pojechało z Czchowa 84 tiry
z towarem do sklepów w całej Europie.
Przenośniki na topie
Obecnie głównym produktem czchowskiego Zumecu są przenośniki kubełkowe
o wydajności do 120 ton na godzinę (w planie są o wydajności zwiększonej do 180 ton na godzinę), przenośniki zgarniakowe, taśmowe i ślimakowe. Odbiorcami są małe farmerskie gospodarstwa i duże firmy z sektora rolnego. Powstają też kilkunastometrowej wysokości zbiorniki na materiały sypkie, na przykład na zboże. Zumec zbyt ma pewny, gdyż wyroby są tańsze o 30 procent od zachodnich.
- Trzeba zachować jakość produktu - mówi Eugeniusz Cieśla. - Wtedy można konkurować
z firmami z Europy. Ważną sprawą jest znajomość rynku
i jego potrzeb. Kto z wyrobami zdąży na czas, ten sprzedaje.
Lata lecą, ale duch pozostaje
Przedsiębiorca z Czchowa ma już za sobą 49 lat pracy zawodowej. Nie wyobraża sobie jednak życia jako emeryt. Uważa, że praca, którą się lubi, daje pozytywne nastawienie do życia
i przynosi satysfakcję.
- Lata lecą, człowiek się starzeje - mówi Eugeniusz Cieśla. - Ale nie potrafię sobie odpuścić i spać na przykład do ósmej tak jak to robi część moich rówieśników. Kocham pracować fizycznie. Do tej pory produkuję narzędzia i obsługuję wycinarkę drutową do produkcji wykrojników, nie mam też problemu z obsługą innych urządzeń do obróbki metali.
Wiarygodny ma lepiej
Czchowski przedsiębiorca ma satysfakcję z tego, że w ciągu tylu lat obecności na rynku zdobył sobie markę i zaufanie kontrahentów. Nikt mu nie odmówi towaru na przelew, wszędzie ma otwarte drzwi.
U niego termin płatności znaczy termin płatności. Pilnuje, żeby płatność wyszła o czasie. Nie rozumie tych przedsiębiorców, dla których miesięczny termin zapłaty wydłuża się do dwóch czy trzech miesięcy. Niedawno wysyłał pismo ponaglające do jednego z takich. Uważa, że ludzi niesolidnych trzeba uczyć rozumu. Dlaczego osoba rzetelna ma finansować innych zalegających z zapłatą?
- Zaufanie rynku zdobywa się latami - mówi. - Trzeba na nie zapracować. Ale wiarygodny partner ma większą swobodę działania.